Ostatnie wpisy
Tagi
|
niedziela, 13 maja 2012
Nie wiem co napisac po czymś takim. Wiem, że mistrzostwo zostało przegrane nie dziś, a we wcześniejszych meczach. Ale nadal brak słów na to, co się wydarzyło. Szczęście było tak blisko, a tymczasem City wygrało ten tytuł w stylu United. I to boli jeszcze bardziej. Gdyby City wygrali swój mecz 6:0 lub jakoś tak, to ból byłby mniejszy. Oni wygrali go w ostatnich minutach sezonu. Nadal nie mogę uwierzyc jak. Pozostaje smutek, złośc, niedowierzanie, płacz. Różne podsumowania i przemyślenia o tym, co się wydarzyło, co zagrało, a co nie zagrało podczas minionego sezonu w kolejnych dniach, teraz idę sobie zamknąc się w sobie i poprzeżywac w smutku. We will never die.
poniedziałek, 07 maja 2012
Newcastle nie zatrzymało City, United nie strzeliło Swansea 10 bramek. Pomimo, że wczoraj odnieśliśmy zwycięstwo, to jednak chyba wszyscy czują, że obecnie potrzeba cudu, aby udało się obronić tytuł. Ciężko jest pisać w momencie, kiedy wydaje się, że sezon jest jednak przegrany. Szczególnie, że jeszcze dwa tygodnie temu chłodziliśmy szampany. Ale nastąpiło coś, czego nikt się nie spodziewał. Nastąpiła jakaś katastrofa. Stało się to, co do tej pory było charakterystyczne dla przeciwników United. Straciliśmy przewagę punktową, której wydawało się, że nie da się stracić. Nadal pozostaje pytanie w jaki sposób. Najgorsze, że te pytania pewnie pozostaną też po sezonie. Co prawda Ferguson jeszcze próbuje mobilizować swoich zawodników, wskazuje, że trener QPR będzie miał dodatkową motywację, aby pokonać City, za to jak go potraktowano w niebieskiej części Manchesteru. Ale nadal jakiekolwiek ruchy są obliczone na cud. Nie wiem, co musiałoby się stać, żeby City przegrało lub zremisowało. Widziałem ostatnie 15 minut ich meczu z Newcastle, byli zdeterminowani, wiedzący o co grają i dążyli do celu. Na tej podstawie twierdzę, że nie ma szans, aby nie zdobyli trzech punktów w ostatnim meczu. Od jakiegoś czasu czuję się tak, jak chyba czuli się wczoraj piłkarze na boisku. Niby jeszcze walczymy, ale już nie do końca wierzymy. Więc idę dalej prosić o „cud”, o coś, dzięki czemu nie będę chodził z nosem spuszczonym na kwintę do początku przyszłego sezonu. Coś więcej po zakończeniu sezonu, kiedy będzie czas na zebranie myśli.
piątek, 04 maja 2012
Będzie króciutko. Treść sms’a, jakiego otrzymałem po zakończeniu derbów brzmiała: „Man City 1 Man Utd 0. United byli dużo słabsi”. Prócz smutku, który mnie ogarnął, przyszła też ulga, że jednak nie widziałem tego, co się w poniedziałkowy wieczór wydarzyło. Ulga była większa, kiedy poczytałem sobie relację. Bo dochodzę do wniosku, że sms był łagodną wersją tego, co można było zobaczyć na boisku. Znaczy się wyczytałem, że przejechał się walec po mojej ukochanej drużynie i że nie była ona w stanie na to zareagować. Co mnie dziwi, to fakt, że Ferguson drugi rok z rzędu zagrał asekurancko w meczu o stawkę, licząc chyba na remis. W zeszłym sezonie tak postąpił grając z Arsenalem na Emirates i też przegrał 1:0. Wtedy pokonaliśmy Chelsea i wygraliśmy ligę. Pozostaje pytanie dlaczego postąpił drugi rok z rzędu tak samo? Pytanie na które tylko on zna odpowiedź zapewne. Ale narzekać nie mam zamiaru. Pozostaje wierzyć, że albo wygramy kolejne mecze po 10:0 albo, że Newcastle lub QPR urwie punkty City, a my żadnych nie stracimy.
piątek, 27 kwietnia 2012
Miałem już nie pisać nic, dopiero, jak wrócę. Ale to, co zdarzyło się w półfinałach Ligi Mistrzów wpłynęło na zmianę zdania i dlatego kilkoma przemyśleniami się podzielę. Spośród czterech półfinalistów nie lubię żadnej drużyny, każdej z innych powodów. Ale z rozstrzygnięć półfinałów się cieszę, bo według mnie wygrały drużyny, które w tych półfinałach zagrały lepiej. A do tego półfinały były niesamowitymi spektaklami, w których ci, co mieli wygrać polegli i to według mnie polegli zasłużenie, znaczy się byli słabsi w dwumeczach, a do tego okoliczności przegranych były dość dramatyczne. Najpierw o Chelsea. Może i Barcelona jest najlepszą drużyną, jaką przyszło nam oglądać przez ostatnie kilka dekad. Może i ma najlepszego piłkarza w dziejach w swoich szeregach. Na pewno ograła bez dwóch zdań United w finałach LM, w których obie drużyny ze sobą grały. Ale pomimo szczęścia, jakie towarzyszyło Chelsea w obu półfinałowych meczach, to w moim odczuciu Londyńczycy byli drużyną lepszą w tym dwumeczu. A sądzę tak, ponieważ wyeliminowali Barcelonę. Wyeliminowali ją nie grając nie fair. Wyeliminowali ją bez pomocy sędziego. Wyeliminowali ją na boisku. Ograniczyli poczynania najlepszych obecnie pomocników na świecie. Spowodowali, że Messi musiał zaczynać swoje akcje na środku boiska (pierwszy mecz) i nie miał z kim rozgrywać piłki. Wykorzystali swoje szanse na strzelenie bramek. Tak, mieli trochę szczęścia, ale temu szczęściu dopomogli swoją determinacją, wolą walki, skutecznością. Jeszcze o zawieszeniach. Nie szkoda mi Terrego, zachował się jak idiota. Jeszcze głupiej się później tłumaczył. Dopiero, kiedy zobaczył, że telewizyjne kamery wychwyciły co zrobił, przyznał, że kopnął Alexisa, ale nadal się bronił, że zrobił to, bo się osłaniał. Nie wiem, czy ktoś mu zadał pytanie przed czym lub kim się osłaniał. Za to szkoda mi Ramiresa, Ivanovica i Meirelesa. A Bayern. Tu z kolei widziałem tylko wczorajszy mecz. Nie wiem, czy ktoś, kto ogląda mecze pucharowe pomyślał, że przy 2:0 jest po zabawie. Przecież jedna bramka strzelona przez Bayern zmieniała cały układ (przyszedł mi wtedy do głowy półfinał Juve z United z 1999 roku). A chyba nawet w pierwszych 15 minutach było widać, że drużyna z Bawarii ma ochotę i możliwości na strzelenie. I jej się udało. Później mądrze grała, gdyby była skuteczniejsza, to nie czekalibyśmy do karnych. Tak naprawdę, moje głupie odczucie kibica podpowiadało mi, że Bayern wygra dwumecz zanim dojdzie do karnych i że wygra go zasłużenie, bo wczoraj grał lepiej (to, co robił Kroos w środku pola było niesamowite, a chłopak ma dopiero 22 lata). Wygrał dopiero w karnych, pozostawiając Mourinho bez szansy na wygranie LM w tym sezonie. Bardzo mnie ciekawi, czy Portugalczyk dostanie kolejną szansę w Madrycie, czy będzie umiał ją wykorzystać. I czy jego magia zadziała w trzecim sezonie? On sam mówi, że pik możliwości jego drużyny osiągają w drugim sezonie jego pracy. W sumie nie wiem, czy będę oglądał finał. Dla mnie przeniesienie go na sobotę jest złą decyzją. Na pewno dla mnie zapowiada się ciekawiej niż gdyby był to pojedynek pomiędzy drużynami z Hiszpanii. Ciekawiej, bo jest bardziej niespodziewany, bo będą walczyły drużyny, które w obecnym sezonie poniosły klęski w rodzimych ligach (dla Bayernu drugie miejsce to porażka, Chelsea, jeśli nie wygra LM to najprawdopodobniej w przyszłym sezonie w niej nie zagra). Bo nie będę musiał słuchać o tym, jak wielkim pojedynkiem jest mecz pomiędzy Barceloną a Realem – mam dość El Classico w ostatnich latach, bo odnoszę wrażenie, że prócz tego meczu żaden inny w polskich mediach się nie liczy. PS. Zaczynam bardziej pozytywnie podchodzić do poniedziałkowego meczu derbowego w Manchesterze (choć nadal zamierzam go nie oglądać na żywo) i moja czarnowidztwo w związku z United spada z każdą chwilą. Jeśli przegramy, to nie stracimy ostatecznie szans na mistrzostwo. A poza tym dlaczego mielibyśmy przegrać. Pokonaliśmy City w tym roku na ich boisku w FA Cup. Obie drużyny mają podobnie silne składy, zadecyduje dyspozycja dnia, no i mam nadzieję, że Feguson wykrzesze po raz kolejny ze swoich podopiecznych coś, to coś magicznego . „Modlić” się zacznę już z samego rana.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Kochany pamiętniczku, wczoraj odbył się mecz pomiędzy Manchesterem United a Evertonem. Mecz, który był wspaniałym widowiskiem dla tak zwanego niezaangażowanego kibica. Dla mnie ten mecz był katastrofą. Wczoraj po meczu jedyne, co przychodziło mi do głowy to: pi, pi, pi, pi, pi pi itd. Później były setki pytań: Dlaczego? Jak można? Gdzie była obrona? Co oni k... robili na tym boisku? Oczywiście pozostały bez odpowiedzi. Na tę chwilę moje czarnowidztwo nadal dominuje. Takimi występami przegrywa się mistrzostwo. Takie występy powodują zawał serca. Takie występy potrafią zdołować nawet najbardziej optymistycznie nastawionego kibica. W trakcie meczu dwa razy myślałem, że jest on już wygrany, choć przy 3:1 moje przekonanie nie było aż tak wielkie i obawy o wynik jakieś się utrzymywały. Przy 4:2 byłe już spokojny i wyluzowany i czekałem na kolejne bramki ze strony Czerwonych Diabłów (szczególnie, że Evra trafił jeszcze w słupek). To, co wydarzyło się później powoduje, że chce się krzyczeć: pi, pi.... Rozumiem też, że kibic mógł pomyśleć, że przy 4:2 mecz jest wygrany. Możliwe, że zawodnicy tak pomyśleli. To, co najgorsze, to wydaje się, że nasz Staruszek też tak pomyślał. Znamienna była scena, kiedy żartował sobie z sędzią technicznym. Nie wiem, czy dobrze odczytuję ten obrazek, ale dla mnie znamionuje on, że SAF pomyślał, że mecz jest wygrany. On, najbardziej doświadczony, wiedzący, że gra z Evertonem, widzący, że w obronie jego drużyna tego dnia nie istniała. Jeśli któryś z zawodników to widział to tym bardziej się rozluźnił. No i stało się najgorsze, znaczy się może najgorsze nie, bo nie przegrali. Ale tak, jak remis z Chelsea był „zwycięski”, tak ten osiągnięty wczoraj był „przegrany”. Dlaczego straciliśmy instynkt dobicia przeciwnika i dlaczego Ferdinand nie strzelił w ostatniej akcji meczu? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? I jeszcze więcej dlaczego? Ale po wczorajszym dniu pozostały jakieś pozytywy. Nadal zależymy od siebie - to pierwszy i najważniejszy. W zeszłym sezonie było podobnie. W czwartej kolejce od końca przegraliśmy z Arsenalem na wyjeździe. To pozwoliło Chelsea zbliżyć się na trzy punkty. Jedyna różnica to, że wtedy Chelsea przyjeżdżała na Old Trafford. Obecnie to United jadą do swojego bezpośredniego rywala w walce o tytuł na Etihad Stadium. No i w tym sezonie to nasi rywale mają zdecydowanie lepszą różnicę bramek (wtedy było równo). A to oznacza, że jeśli tam przegramy, to już nic nie będzie zależało od nas. Na szczęście nie będę oglądał tego spotkania. Na szczęście nie będę się denerwował. Będę daleko i bez dostępu do elektroniki, dzięki czemu jeden z ważniejszych meczów w sezonie obejrzę może z odtworzenia, jeśli będzie warto. Życzę udanego długiego weekendu i żeby można było spokojnie go spędzić. PS. Pamiętacie, że Del Piero odchodzi z Juve. Podobno Raul chce opuścić Schalke, on wydaje się być lepszą inwestycją, bo jest młodszy, a do tego kocha Ligę Mistrzów.
poniedziałek, 16 kwietnia 2012
Po środowej katastrofie, w niedzielę przyszedł czas na spokojne zwycięstwo. Raczej nikt się nie obawiał AV, szczególnie patrząc na to, co ta drużyna sobą prezentuje w tym sezonie i patrząc na to, jak przetrzebiony kontuzjami ma obecnie skład. Ashley Young zaczyna mnie denerwować. Nie lubiłem nigdy Ronaldo za to, że się przewracał na każdym kroku, nie lubię za takie zagrania Naniego. Nie będę też lubił za to Younga. Jego zachowania może i dają nam karne. Ale przecież chłopak mógł wczoraj ograć obrońcę i dograć do napastnika lub strzelić i efekt powinien być ten sam. A on wystrzelił w powietrze jakby mu oderwało nogę. Naprawdę, nie potrzebujemy teatralnych zagrań w Teatrze Marzeń. Chłopie wystarczy to, że ograsz swoich przeciwników i zaliczysz asystę z gry lub strzelisz gola. No, ale może przemówią mu do głowy inni. Wróciliśmy do pary Carrick-Scholes w środku pomocy. Jak ja lubię patrzeć na ich współpracę. Według mnie są do siebie podobni w swojej grze, mogą się zastępować. Jasne, że Scholes jest bardziej utalentowany, ma lepsze podanie itd. Ale kiedy on gra, to Carrick ma prawo go zastąpić i włączyć się do akcji ofensywnej. Tak było chociażby przy drugiej bramce dla United. Kiedy wszedł Cleverley, zadaniem Michaela było już tylko zabezpieczyć tył. Jego ofensywne poczynania zostały wtedy ograniczone do minimum. Wynika to zapewne z tego, że Scholes umie też bronić, a nasi pozostali środkowi pomocnicy mają braki w tym względzie. Dobrze, że Welbeck się przełamał i strzelił w końcu bramkę. Musi jeszcze popracować nad wykańczaniem sytuacji. Bo umie się odnaleźć pod bramką, ale brakuje mu trochę skuteczności. Cieszę się, że Berbatov dostał swoją szansę. Często zawodził w zaciętych meczach, często nie był skuteczny. Ale ja nie mogę zapomnieć tego, że w poprzednim sezonie był królem strzelców, że wygrał nam mecz z Liverpoolem i wygrał nam mecz z Blackpool. Wydaje mi się, że jest na tyle dobrym zawodnikiem, że przy obecnej formie Hernandeza, jest lepszą opcją na ławce niż Meksykanin. Cóż tyle, kolejne spotkanie już w niedzielę. Trochę trudniejsze pewnie będzie. Choć z drugiej stronie nie wiem, czy Everton się podniesie po półfinale FA CUP i czy będzie w stanie nam się przeciwstawić. Mecz, który trzeba wygrać i mam nadzieję, że Czerwone Diabły to wygrają. | |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||