Blog > Komentarze do wpisu

MECZ JAK CAŁY SEZON

Można zaryzykować tezę, że wczoraj skończył się dla nas sezon. Istnieją jeszcze matematyczne szanse na zajęcie trzeciego miejsca, ale ja się już nie łudzę. A skoro sezon się dla nas skończył, to można go zacząć podsumowywać. Tym bardziej, że kilka elementów z wczorajszego widowiska było charakterystycznych dla tego, co zapamiętałem z ostatnich 10 miesięcy w wykonaniu United.

Na początek kontuzje. Według strony PhysioRoom.com w samym 2015 roku mieliśmy 37 urazów (dane przed spotkaniem z Arsenalem). Do meczu z Kanonierami przystępowaliśmy bez Carricka i Rooney’a – dwóch zawodników, którzy byli integralną częścią składu demolującego Tottenham, Liverpool i City. Z kilku innych piłkarzy Van Gaala też nie mógł skorzystać. W trakcie meczu urazu nabawił się De Gea – to też było charakterystyczne dla nas. Zdarzało się nie tak rzadko w trakcie mijającego sezonu, że zamiast potrzebnych zmian musieliśmy dokonywać wymuszonych. 2014/2015 to kolejny sezon w którym liczba urazów zawodników jest zdecydowanie za duża i na razie nic nie wskazuje na to, że coś ma ulec zmianie. Cóż zobaczymy, czy w przyszłych rozgrywkach coś się poprawi na tym polu.

Co poza tym. Bardzo dobre 70 minut. I to z przeciwnikiem, z którym walczyliśmy o coś (w tym wypadku było to trzecie miejsce). Znowu na tle rywala wymagającego wyglądaliśmy kapitalnie. Można powiedzieć, ze go zdominowaliśmy i tylko naszej nieskuteczności „zawdzięczamy” to, że meczu nie wygraliśmy. Arsenal nie miał żadnego strzału w pierwszej połowie. Nie był w stanie nam zagrozić. My stwarzaliśmy sytuacje, brakowało tylko wykończenia. I tu dwie sprawy. Pierwsza to nasza gra z rywalami nazwijmy ich z topu i tymi „słabszymi”. Z drużynami pokroju Chelsea, Arsenal, MC potrafiliśmy grać. Wychodziło nam bardzo dużo i nasza gra była przyjemna dla oka. Dużo gorzej szło nam z rywalami z „niższej” półki. Zwrócił na to uwagę sam Van Gaal na jednej z konferencji przedmeczowych. Powiedział coś w stylu, że system nie działa jeszcze tak jak powinien w spotkaniach z drużynami z półki WBA, AV itd. W meczach ze „słabeuszami” męczyliśmy się niemiłosiernie, rzadko kiedy byliśmy w stanie stwarzać okazje bramkowe i byliśmy bardzo podatni na kontry – rzecz, która wymaga zdecydowanej poprawy. Druga sprawa to skuteczność. Były okresy w mijającym sezonie, kiedy marnowaliśmy sytuacje na potęgę (jeśli już je stwarzaliśmy). Tylko kilka razy zdarzyło się, że wygrywaliśmy mecze, gdzie sytuacji mieliśmy niewiele, ale udawało się je wykorzystać i to wystarczało – pierwszy mecz z Arsenalem, czy wyjazd do Southampton. Na tą chwilę strzeliliśmy 62 bramki w lidze (plus 9 w FA CUP, czyli łącznie 71) – jest to czwarty wynik w lidze. Zdecydowanie za mało przy potencjale, który w tej drużynie drzemie. Skuteczność, to też rzecz do poprawy. Rooney, czyli nasz najlepszy strzelec zdobył raptem 14 bramek.

Kolejną w miarę charakterystyczną sprawą była utrata bramki. Obronie w mijającym sezonie dostawało się bardzo dużo. I choć straciliśmy w lidze tylko 37 goli (co też jest 4 rezultatem) to sposób tracenia tych bramek był nie do wybaczenia. Ilość błędów popełnianych przez obrońców była zatrważająca. Jakże często dziękowaliśmy Davidowi za to, czego dokonywał w bramce. A zdziałał bardzo dużo – ciekawe, czy w niedzielę widzieliśmy go po raz ostatni w naszych barwach (niestety wielce prawdopodobne). Do tego „asysty”, które zaliczaliśmy rozgrywając piłkę na własnej połowie. Z drugiej strony były też mecze, w których wyglądaliśmy na drużynę nie do złamania, bardzo solidną, z doskonałym pressingiem. Drużynę, która nie pozwalała przeciwnikom na wiele. Tak, jak to miało miejsce w niedzielę w pierwszej połowie spotkania. Jeśli działania przeciwników będziemy ograniczać do minimum, to wystarczy nam golkiper trochę słabszy niż De Gea i jego strata nie będzie tak bardzo odczuwalna. Ale o tym też przyjdzie nam się dopiero przekonać.

Czy Falcao schodząc żegnał się z fanami na Old Trafford? Czy to jest już przesądzone? A jeśli tak, to kogo kupimy. Bo wsparcie dla Rooneya musi być. Szczególnie, że pogłoski o rozstaniu z RvP są także głośne. Jeden Wilson nie da rady. Czy żałuję Kolumbijczyka? Nie do końca. Nie pokazał nic, to by mnie przekonało, że warto za niego płacić tak duże pieniądze, jakich oczekuje Monaco i jego agent. Nie wiem, czy warto ryzykować niższą kwotę, jeśli pojawiła by się taka okazja. Czy nie lepiej kupić kogoś innego? Kilka nazwisk się przewija, jak choćby Lacazette.

Pożegnanie z Old Trafford było słodko-gorzkie. Jak cały sezon. Mieliśmy chwile uniesienia. Było wiele chwil rozczarowujących. Mnie najbardziej zabolały porażki w Pucharze Ligi i w FA Cup. To, co działo się w lidze było dziwne. Ale został nam jeszcze jeden mecz. I muszę się przyznać, że trochę chciałbym, abyśmy go przegrali, bo wtedy Hull miałoby szansę się utrzymać. Z drugiej strony nie będę kibicował przeciwko swoim. Niech wygra lepszy. A później nastąpią kolejne podsumowania…

PS1 - Dopiero sobie przypomniałem, czego dokonał Jones goniąc na czworakach za piłka i co jest obecnie przebojem internetu - uwielbiam tego zawodnika, nawet jeśli jego przyszłość leży poza Old Trafford.

PS2 - Wczoraj chyba było bardzo mokro na murawie, bo utrzymanie się na nogach było niezłym wyczynem.

poniedziałek, 18 maja 2015, 2zelenka3
2015/05/18 10:13:58

Polecane wpisy