|
|
Blog > Komentarze do wpisu
WE'LL NEVER DIE
Dziś wzorem Republik Of Mancunia w punktach, bo jest wiele różnych kwestii, z których nie wszystkie są powiązane.
- Dziś mamy 54 rocznicę wydarzeń w Monachium. Wydarzeń, które były najtragiczniejsze w dziejach klubu z Manchesteru. Ale także wydarzeń, które dały siłę, motywację do działania. Które wpłynęły na kształt klubu i są obecnie jego siłą. Wydarzeń, dzięki którym w moim odczuciu mogłem usłyszeć o takim klubie jak Manchester United. Dla którego katastrofa stała się punktem zwrotnym, która mobilizuje kolejne pokolenia piłkarzy. Przecież ta katastrofa mogła być takim samym ciosem dla klubu, jak podobne wydarzenie dla Torino. W przypadku włoskiej drużyny katastrofa spowodował, że z klubu wspaniałego stał się przeciętnym.
- We’ll never die. Motto, które od czasu Monachium przyświeca kolejnym pokoleniom zawodników United. Wczoraj widziałem w końcu United takie, za które je kocham. Walczące, niepoddające się. Widziałem drużynę, która jest w stanie podnieść się po trzech straconych bramkach - jednej kapitalnej i dwóch samobójach. Widziałem drużynę, która czuła, że jest lepsza. Widziałem drużynę, która zna swój cel. Widziałem drużynę, która jest w stanie zareagować na własne błędy i zmobilizować się do walki. Szkoda, że czasem ta drużyna zapomina o takiej postawie.
- Antonio Valencia. Dobrze mieć go w składzie. Może nie udawało mu się ogrywać swojego obrońcy tak jak zwykł to robić. Ale daje on możliwość zdjęcia prawego obrońcy i wprowadzenie kolejnego pomocnika lub napastnika. A grając na prawej obronie Ekwadorczyk stwarza równie duże zagrożenie dla przeciwnika, jak jego gra na prawej pomocy. I do tego nieźle broni.
- David de Gea. Jasne, że nadal nie czuje się pewności w jego grze. Jasne, że przy dośrodkowaniach i walce z rosłymi napastnikami i obrońcami będzie przegrywał dopóki nie nauczy się jak maskować swoje słabości. Ale wczoraj jego obrony w końcówce dały nam remis. Bo chyba nikt nie winiłby go za puszczenie piłki po strzale Maty. A chłopak to wyjął. Wow. Wielkie dzięki i ucz się szybko tego, co ci nie wychodzi.
- Doping. W poprzednim poście narzekałem na jakość dopingu na Old Trafford. Kibiców na wyjazdach jest mniej i nie szczędzą swoich gardeł. Fajnie było słyszeć jak dopingują naszych.
- Sędzia. W polskich mediach Howard Webb ma złą opinię i chyba tak pozostanie. Wczoraj podyktował dwa rzuty karne i zdążyłem już przeczytać, że żadnego nie powinno być. Jeśli tak, to naprawdę nie wiem już, jak ma wyglądać faul, który w opinii polskich mediów zasługuje na karnego. Tak, oba przewinienia nie były ewidentne. Anglicy określają je mianem soft. Ale były to przewinienia. Zawodnicy Chelsea dali podstawę do zagwizdania. Zarówno Sturridge, jak i Ivanovic kopnęli zawodników MU. I oczywiście, że jak by takie karne podyktowano przeciwko MU byłbym wkurzony, zły i się pieklił. Ale musiałbym uznać, że sędzia miał prawo gwizdnąć.
- Niewykorzystana szansa, czyli słabość Chelsea. Ostatecznie cieszę się z remisu, ale mam odczucie, że powinniśmy ten mecz wygrać. Chelsea nie grała w pełnym składzie. Ich straty w ludziach były większe niż nasze. Torres nadal przypomina Torresa, który nie strzela na pustą bramkę. I mimo wszystko nie wygrywamy. Straciliśmy trzy bramki. Wszystkie po błędach, które nie powinny się przytrafić. Na szczęście nas to nie załamało i zremisowaliśmy. Niedosyt jednak pozostaje.
PS. W najbliższych dniach coś tam wspomnę o rugby i Pucharze Sześciu Narodów, kolejnym sporcie, który od czasu do czasu oglądam.
poniedziałek, 06 lutego 2012, 2zelenka3
2012/02/06 10:19:48
|