|
|
Blog > Komentarze do wpisu
POJEDYNEK GLADIATORÓWMuszę przyznać, że tenisem interesuję się tyle o ile. Oglądam turnieje Wielkiego Szlema i tyle. I to nawet nie wszystkie pojedynki. Kiedyś moim idolem był Michael Chang, później pałeczkę po nim przejął Pete Sampras, a od jakiegoś czasu Roger Federer. Dlatego od jakiegoś czasu cierpię patrząc jak Rafael Nadal pokonuje mojego faworyta raz za razem. Ale cóż takie czasy. Moja sympatia do tenisa spowodowała, że w niedzielny poranek włączyłem telewizor, aby zobaczyć, czy niesamowity Hiszpan znajdzie receptę na pokonanie imponującego Novaka Djokovica. Kibicowałem Serbowi z dwóch powodów. Po pierwsze lubię jego zachowania, może prowokujące, ale co tam. Po drugie chciałem, żeby pokonał Nadala. Ale kiedy rozpoczynała się transmisja nie sądziłem, że da mi aż tyle radości i to przez blisko sześć godzin. Genialne widowisko. Ileż tam było walki, ileż pasji, ileż poświęcenia, determinacji, zwrotów akcji. Kiedy już się wydawało, że Nadal zostanie zmiażdżony w czwartym secie, to on odnalazł w sobie znowu jakieś pokłady energii i rozegrał kilka genialnych piłek. Obronił trzy break pointy i wyrównał na 4:4. W tie breaku sytuacja znowu się diametralnie zmieniała, żeby ostatecznie skończyło się zwycięstwem Hiszpana. I wtedy pomyślałem, że udało mu się złamać Serba, szczególnie że ten słaniał się na nogach. Później nastąpiło jeszcze przełamanie serwisu i Nadal wydawał się zmierzać po tytuł. Ale nic z tego. Wtedy to Serb się zebrał w sobie. Odrobił stratę przełamania. Zaczął wygrywać swoje podanie i poczekał, aż Hiszpan nie da rady obronić swojego serwisu. Udało się i Novak ma kolejny tytuł wielkoszlemowy na swoim koncie. Do tego pokazał Hiszpanowi, że ma równie dużo woli walki i determinacji. Sam mecz. Wow. Na prawdę rzecz godna polecenia. Dwóch ludzi rzucających na szalę wszystko co mają. Przełamujących swoje słabości, przełamujących zmęczenie. Pomimo mojej antypatii do Hiszpana szkoda, że w tenisie nie ma remisów i nie można przyznać dwóch pierwszych miejsc. A jeszcze bardziej współczuję grupie fanek Hiszpana, które realizatorzy wyłapywali co chwilę. Ciekawe czy po tym meczu czuły to samo, co ja, jak byłem mniej więcej w ich wieku i patrzyłem na przegraną Polaków w finale IO w Barcelonie z Hiszpanią, tylko, że tam to była piłka nożna. I jeszcze pytanie: jak zwycięzcy i zwyciężczynie tenisowych turniejów wielkoszlemowych mogą otrzymywać nagrody w takiej samej wysokości? poniedziałek, 30 stycznia 2012, 2zelenka3
2012/01/30 12:36:09
|