|
|
Blog > Komentarze do wpisu
ALEŻ URODZINYDo ostatniego pojedynku MU w 2011 roku zasiadłem ze spokojem i oczekiwaniem na fajne widowisko. Szczególnie, że w trakcie porannych przygotowań do wieczornej imprezy znalazłem chwilkę aby obejrzeć ten filmik: http://therepublikofmancunia.com/video-probably-the-best-united-video-youll-see/. Nie przeczę, że jak większość fanów liczyłem na dość łatwe zwycięstwo, a na pewno na trzy punkty, które pozwoliłyby zasiąść United na fotelu lidera. Jednak kiedy zobaczyłem wyjściową jedenastkę i ustawienie zawodników na boisku, to wdarło się we mnie zaniepokojenie. Jedną z myśli, jaka przebiegła mi przez głowę, to że Alexowi brakuje emocji w życiu, że w jakiś szczególny sposób chce uczcić swoje urodziny. Co prawda wyjściowy skład nie przedstawiał się źle, zastanawiająca była tylko pozycja Rafaela. Za to ławka rezerwowych nie napawała mnie optymizmem. Prócz Andersona nie było nikogo, kto wydawał się zdolny pociągnąć drużynę w trudnym momencie. Ale nie zaczęło się źle. United wyprzedzało graczy Blackburn, nie pozwalało im się rozwinąć. Prawa strona, gdzie był Valencia, Nani i często Rafael, funkcjonowała bardzo dobrze, brakowało tylko ostatniego dogrania. Lewa strona z Welbeckiem i Erą spisywała się odrobinę gorzej. Ale potem przyszedł niegroźny wydawałoby się rzut wolny. Dalekie dośrodkowanie w stronę Samby, głupi faul Berbatova i karny, który został zamieniony na bramkę. Do końca pierwszej połowy United próbowało odrobić straty, ale nic nie wychodziło. Po przerwie na boisku zobaczyliśmy Andersona – dobrze, że wrócił. Nastąpiło przetasowanie, Rafael przeszedł na prawą obronę, Valencia na prawą pomoc, Nani został przesunięty na lewą pomoc. I wszyscy oczekiwali wyrównania. Ale zamiast tego przyszedł kolejny błąd w obronie. Tym razem komplementowany i lubiany przeze mnie Carrick zawiódł i Yakubu wpisał się po raz drugi na listę strzelców. Berbatov (najprawdopodobniej przedłużą z nim umowę na kolejny sezon) strzelił kontaktową bramkę już w pierwszej akcji po wznowieniu. Wyrównał 10 minut po strzeleniu pierwszej bramki. Wprowadziło mnie to w stan euforii. I liczyłem, że MU zniszczy Blackburn, że pójdą za ciosem i wygrają. Ale prócz jeszcze jednej klarownej sytuacji nie przypominam sobie jakiegoś poważnego zagrożenia. A niestety obrona po raz kolejny zawiodła. Tym razem najbardziej De Gea. Kolejny stały fragment gry, kolejne dośrodkowanie, kolejne przegrane pojedynki o górną piłkę i z marzenia, że w 2012 rok wejdziemy jako liderzy PL pozostały zgliszcza. Także zgliszcza pozostały z najlepszej defensywy w PL. Tak, nie grali w najsilniejszym składzie osobowym, ale nawet w takim zestawieniu nie powinni popełniać tak rażących błędów. Zapamiętałem, że Blackburn miało trzy sytuacje i strzeliło trzy bramki. Niedopuszczalna sytuacja. Ale były też pozytywy w tym spotkaniu. Niewiele, ale były: powrót Andersona – jego wejście pokazało różnicę między środkowym pomocnikiem, może nie najlepszym na świecie, ale jednak, a prawym obrońcą, który tam grał w pierwszej połowie. Berbatov – gdyby nie karny dany przeciwnikom, to byłby to udany występ Bułgara, szczególnie, że parokrotnie wracał i walczył skutecznie o piłkę. W poprzednim poście pisałem, że cieszę się, że Berbatov strzela „słabeuszom”, ale nigdy nie sądziłem, że ci sami „słabeusze” będą w stanie strzelić nam więcej bramek. Valencia – zarówno jako prawy obrońca, jak i prawy pomocnik spisał się bardzo dobrze. Ale jeszcze wróćmy do solenizanta z soboty. Zapewne wielu ludzi będzie zarzucało Fergusonowi, że wystawił nieodpowiednią jedenastkę, że poza meczowym składem pozostawił zawodników, których mógł posadzić na ławce i użyć w odpowiedniej chwili. Ja nie będę go krytykował, bo nie wiem nic o prowadzeniu zespołu. Wierzę mu. Postawił na tych, a nie innych i to oni powinni byli wygrać ten mecz – zawsze w takich sytuacjach wychodzę z założenia, że po prostu menadżer ma wiarę w swoich piłkarzy i chciał coś pokazać. Co by było, gdyby się udało (ale gdybać nie będziemy, bo „gdyby mama miała f..., to by była ojcem…” jak to Kazik śpiewa). Trzeba mieć nadzieję, że nie będziemy wspominać tego meczu, jako wydarzenia, które zadecydowało o tym, że w maju zabraknie nam punktów w walce o mistrzostwo (szczególnie że City znowu straciło punkty). I na koniec dużo piłkarskich pozytywnych emocji w 2012 roku. poniedziałek, 02 stycznia 2012, 2zelenka3
2012/01/02 08:15:12
|