Blog > Komentarze do wpisu

A gdzie młodzież?

Gdyby nie bramka Scholes’a to sobotni mecz można by podsumować: odbył się i tyle. Raczej nikt nie drżał o wynik. Widać było która drużyna była lepsza.  Bolton mógł liczyć tylko na indolencję strzelecką zawodników United. Na szczęście się przeliczył. Fajnie było zobaczyć, jak mały, rudy pomocnik wyciąga język i się uśmiecha po strzeleniu swojej pierwszej bramki po powrocie. Ale muszę przyznać, że kiedy zobaczyłem go w wyjściowej jedenastce, to się zdziwiłem. Nie sądziłem, że tak szybko będzie w stanie wskoczyć do pierwszego składu, że w ogóle będzie grał w podstawowej jedenastce. Pomimo całej radości z tym związanej nie mogę nie przyznać racji malkontentom, że to źle świadczy o poziomie całej ligi, a co za tym idzie drużyny. 

I powstaje pytanie: gdzie są młodzi zawodnicy, którzy mieli by zająć miejsce „starych”, którzy mogliby nabyć doświadczenia w takich meczach? W kieszeni u agentów - to pierwsza odpowiedź, która przychodzi mi do głowy. Nie wiem, czy kiedyś było łatwiej menadżerom i młodym zawodnikom się porozumieć. Wydaje mi się, że tak. Bardziej naturalne było przechodzenie z drużyny młodych, czy też rezerw do pierwszego składu. Niewielu myślało o zarabianiu milionów zanim coś osiągnęli. Niewielu myślało o graniu dla innej drużyny niż ta, która go "wychowała". Obecnie (na podstawie obserwacji sytuacji Morrisona i Pogby) „młodzi” bardziej koncentrują się na negocjacji tego na co jeszcze nie zasłużyli, a nie na grze. I nie mogę pojąć, dlaczego dzieciak, który nic nie wygrał w dorosłej piłce chce od razu dostać tyle, co zawodnik, który wygrywał ligę, puchary. Skąd pomysł, że dostanie coś tylko dlatego, że ma potencjał na zostanie bardzo dobrym lub dobrym zawodnikiem. Nie każdy jest Messim czy Rooneyem, nie każdy zostaje wspaniałym zawodnikiem tylko dlatego, że ma talent. Dużo więcej się marnuje. Dlatego szkoda, że takie myślenie zaczyna dominować, bo najbardziej na tym stracą sami zawodnicy. Na ich miejsce znajdą się inni, może nie tak uzdolnieni, ale jednak się znajdą.

Jeszcze jedna refleksja z weekendu: „samotność” Wengera. Przykro mi się robiło, jak realizator wyłapywał sylwetkę Francuza samotnie siedzącego na ławce. Wokół nie było asystentów, rezerwowych, nikogo. A Francuz musiał patrzeć, jak jego drużyna jest miażdżona przez beniaminka. I to grającego w stylu, który preferuje Arsenal Wengera. Oby za tydzień Kanonierzy zaprezentowali się podobnie...

poniedziałek, 16 stycznia 2012, 2zelenka3
2012/01/16 10:49:55